Duchowość
Św. Benedykt„…jest zasadniczym punktem odniesienia dla jedności Europy i z mocą przypomina o niezbywalnych chrześcijańskich korzeniach jej kultury i cywilizacji” ( Benedykt XVI). Czasy św. Benedykta są nam pod wieloma względami bliskie. Przełom V i VI w. w Europie odznaczał się wielką niestabilnością i niestałością, spowodowaną przez tzw. „wędrówki ludów”. Wielkie Imperium Rzymskie było już wtedy pogrążone w głębokim kryzysie politycznym i moralnym, a z północy, wschodu i zachodu nacierały nań barbarzyńskie plemiona. Równocześnie jednak był to czas umacniania się w Kościele wielkiego ruchu religijnego zwanego monastycyzmem. Był to także czas naznaczony osobistościami wielkich papieży, zwłaszcza Leona I oraz Grzegorza Wielkiego. I wtedy właśnie św. Benedykt został zainspirowany do tego, by wytworzyć – w tym całkowicie niestabilnym świecie, z niestałymi więziami międzyludzkimi – „bastiony” stałości, to znaczy opactwa, gdzie ludzie żyją według Ewangelii w braterskiej miłości jako jedna wielka rodzina.
Jednak prawdziwa i szczera świętość niedługo się potrafi ukrywać przed światem. Po trzech latach życia w samotności przyszli do Benedykta mnisi pobliskiego klasztoru w Vicovaro i poprosili go, żeby został ich przełożonym. Nie wiedzieli jednak, o co proszą. Benedykt okazał się tak wymagającym opatem, że o mało co nie został otruty przez własnych współbraci winem zaprawionym trucizną. Musiał ich zatem opuścić. Mimo tak trudnego początku życia wspólnotowego Benedykt uznał, że właśnie ten sposób życia najpełniej odpowiada wymaganiom Ewangelii. Później w swej Regule napisze: Cenobici – tj. mnisi, „którzy żyją w klasztorze i pełnią służbę pod wodzą reguły i opata” – to „najdzielniejszy rodzaj mnichów” ( RB, I). W pobliżu Subiaco założył dwanaście małych klasztorów, w których zgromadził tych, którzy pragnęli żyć tak jak on. Jednak i tam dosięgła go ludzka zawiść, i to ze strony kapłana imieniem Florencjusz. Tym razem Benedykt również ustąpił. Odszedł na górę nad miasteczkiem Cassino, gdzie ok. 529 r. na miejscu pogańskiej świątyni zbudował klasztor, który dzisiaj jest najsłynniejszym benedyktyńskim opactwem. Najprawdopodobniej właśnie tam Benedykt napisał swoją Regułę. Św. Benedykt zmarł w gronie swoich braci 21 marca 547 r., dlatego w kalendarzu benedyktyńskim w tym właśnie dniu wspominamy jego przejście do nieba. Natomiast 11 lipca Kościół wspomina Benedykta jako patrona Europy (został nim ogłoszony przez papieża Pawła VI w 1964 r.). Ten dzień wiąże się z przeniesieniem szczątków św. Benedykta ze zniszczonego w 577 r. przez Longobardów klasztoru na Monte Cassino do opactwa Saint-Benoit-sur-Loire we Francji. W 673 r. przeniósł je tam Mummolus, tamtejszy opat, ustanawiając tym samym święto przeniesienia relikwii św. Benedykta. Archeolodzy twierdzą jednak, że francuscy mnisi nie zabrali wszystkich szczątków świętego do Francji. Część z nich została na górze kasyneńskiej. Św. Scholastyka
Kiedy św. Benedykt założył pierwsze wspólnoty w Subiaco, powstał też klasztor dla mniszek, w którym zamieszkała Scholastyka. Klasztor ten istnieje do dziś. Można też oglądać grotę, gdzie rodzeństwo się spotykało na duchowych rozmowach. Gdy Benedykt udał się na Monte Cassino, jego siostra prawdopodobnie poszła za nim i w pobliżu jego klasztoru założyła żeńską wspólnotę. Scholastyka odwiedzała swego brata tylko raz na rok i wtedy rozmawiali na duchowe tematy. Ostatnia rozmowa rodzeństwa odbyła się w 542 r. i zanotował ją św. Grzegorz Wielki w swoich Dialogach. W opisie tego spotkania Benedykt okazał się Mistrzem Posłuszeństwa (tak też nazywa go Pierre Marie Delfieux, założyciel Jerozolimskich Wspólnot Monastycznych), zaś Scholastyka okazała się prawdziwą Mistrzynią Miłości. Św. Grzegorz określa ją jako „tę, która bardziej umiłowała”. W trzy dni po tych odwiedzinach odeszła Scholastyka do nieba. Wśród bogatych doświadczeń życiowych św. Benedykta szczególne miejsce zajął właśnie związek z jego siostrą Scholastyką. Kobieca wrażliwość okazała się zbawiennym uzupełnieniem jego surowej męskiej wizji klasztoru. Reguła dla mnichów, którą napisał św. Benedykt pod koniec życia, jest spójną syntezą miłości i posłuszeństwa. Reguła (Regula Sancti Benedicti)
Reguła rozpoczyna się słowem „Obsculta!” – „Słuchaj!” (wymowna i ważna wskazówka dla nas na dziś, kiedy „wszyscy śpieszymy się” i jeden nie ma czasu wysłuchać drugiego do końca). Co więcej: „et inclina aurem cordis tui” ( RB, Prolog 1) – „nakłoń ucho swego serca”, tzn. słuchaj całym sercem! Nastaw ucho, żeby usłyszeć Słowo. Usłysz Chrystusa oraz „podążaj ścieżkami Pana za przewodem Ewangelii” (Por. RB, Prolog 21). Jedno z końcowych zdań Reguły brzmi: „Niechaj nic nigdy nie będzie ważniejsze od Chrystusa” ( RB 72, 11 ). Nie przypadkiem we współczesnej dobie Papież Benedykt XVI modli się: „Proszę św. Benedykta o pomoc, abyśmy przyznawali Chrystusowi centralne miejsce w naszym życiu.” Św. Benedykt tekst swojej Reguły podzielił na 73 rozdziały. Ewidentnie zrobił to „rozmyślnie”. Liczba rozdziałów Reguły jest taka sama, jak liczba Ksiąg Biblii! Ta liczba przemawia: Regułę, którą bierzecie do rąk, traktujcie jako „słowo życia” ( Flp 2,16) – podobnie jak Kościół traktuje Pismo Święte. Co Reguła mówi – to czyńcie! FRAGMENTY Z rozdziału IV „Jakie są narzędzia dobrych uczynków” Z rozdziału VII „O pokorze” Czwarty stopień pokory: jeśli w sprawach trudnych i w przeciwnościach, a nawet
doznając jakiejś krzywdy, zachowujemy w posłuszeństwie milczącą i świadomą cierpliwość,
a znosząc wszystko nie słabniemy i nie odchodzimy, gdyż Pismo mówi: „ Kto wytrwa
do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,13), a na innym miejscu: „Niech się twe serce
umocni i wyczekuj Pana” (Ps 27,14). Aby zaś wskazać, że ten, kto jest wierny, powinien
znieść dla Pana wszystko, nawet najgorsze przeciwności, Pismo mówi w imieniu cierpiących:
„Lecz to przez wzgląd na Ciebie ciągle nas mordują, mają nas za owce na rzeż przeznaczone”
(Ps 44,23). A cierpiący, bezpieczni w swojej ufności w zapłatę Bożą, dodają, pełni
wesela: „Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki temu, który nas
umiłował” (Rz 8,37). Również na innym miejscu Pismo mówi: „Albowiem Tyś nas doświadczył,
Boże, poddałeś próbie ognia, jak się bada srebro; wprowadziłeś nas w pułapkę; na
grzbiet nasz włożyłeś ciężar” (Ps 66, 10-11). I aby pouczyć, że powinniśmy żyć pod
władzą przełożonego, dodaje: „Postawiłeś ludzi nad naszymi głowami” (Ps 66,12).
W przeciwnościach i w niesprawiedliwości, przez cierpliwość wypełniają tacy ludzie
przykazania Pana: uderzeni w jeden policzek, nadstawiają drugi, zabierającemu tunikę,
oddają płaszcz, ze zmuszającym iść tysiąc kroków idą dwa tysiące (Por. Mt 5,22-23),
z Apostołem Pawłem znoszą fałszywych braci i błogosławią tych, którzy ich
przeklinają. Źródła tekstu: DuchowośćKto to jest mnich, kto to jest mniszka? Jakie jest ich powołanie? Co tworzy filary ich duchowości? Są to pytania, na które trzeba prosto, jasno i konkretnie odpowiedzieć, mimo że nie zawsze jest to łatwe.
Filary duchowości benedyktyńskiej: „PAX” – „Ordo et Pax” – „Pokój i Ład” (harmonia) to dwa słowa, które syntetyzują całą naszą duchowość. Drogą do ukazywania ładu i pokoju jest liturgia i modlitwa (Reguła św. Benedykta – RB, VIII - XX). Jan Paweł II charakteryzuje pokój benedyktyński tymi słowami: „ Jest to pokój, który rodzi się wówczas, kiedy człowiek pokornie i zgodnie ze swoim sumieniem żyje w więzach takiej ludzkiej wspólnoty, której prawo ducha stoi nad prawem materii, gdzie panuje sprawiedliwy porządek, harmonia, gdzie wszystko w sposób właściwy służy umocnieniu Królestwa Bożego.” (Jan Paweł II, List na 1500 rocznicę urodzin św. Benedykta). „Stabilitas” – „Stabilitas loci”(stałość miejsca) oraz „Stabilitas sua” oznacza stałość w wierze, w miłości (stale rozpoczynam miłować), stałość we wspólnocie do końca życia. Reguła św. Benedykta jest ogromną pomocą w utrzymaniu stałości wewnętrznej, w trwaniu w Bogu. Wierność jako przejaw stałości pomaga przetrwać próby i wpływ dzisiejszego świata, gdzie ogólna nietrwałość zdaje się być normą. „Ora et labora” – „Módl się i pracuj” jest to znane hasło benedyktynów, nie ma go jednak w Regule. Powstało ono prawdopodobnie w czasach Tomasza á Kempis. Św. Benedykt powiedziałby raczej „Orate et laborate”, to znaczy „Wspólnie się módlcie i wspólnie pracujcie”. Świadczy o tym 24 rozdział Reguły, który pokazuje, że według św. Benedykta modlić się i pracować poza wspólnotą – w odosobnieniu – było najgorszą karą. Dzisiaj w środowiskach benedyktyńskich słyszy się raczej: „Módl się i pracuj i nie bądź smutny!” Powiedzenie to ma swoje korzenie w Dialogach , gdzie św. Grzegorz Wielki opisuje pewne wydarzenie przy pracy. Św. Benedykt wtedy cudownie uratował narzędzie, które wpadło współbratu do głębokiego jeziora. Oddając mu je, powiedział: ”Masz, pracuj i nie martw się dłużej.” Modlitwa chórowa jest oficjalną modlitwą Kościoła, w której jesteśmy włączeni w modlitwę Chrystusa i która obejmuje swoim wstawiennictwem każdego człowieka. Wyraża także nasze osobiste spotkanie z Bogiem, miłość do Chrystusa i pragnienie wspólnej modlitwy... To znane wezwanie „Nieustannie się módlcie!" (1 Tes 5, 17) także tradycja monastyczna starała się wprowadzić w codzienne życie i okazało się dobrym przeznaczenie pewnych godzin dnia tylko na modlitwę. Św. Benedykt mówi: „Nic nie może być ważniejsze od służby Bożej" (RB 43, 3). Dlatego też nasza wspólnota mniszek zbiera się w wyznaczonych godzinach, aby recytować lub śpiewać Monastyczną Liturgię Godzin. Tradycyjną jej formą jest chorał gregoriański.
Św. Benedykt też wzywa, aby mnich często znajdował czas na modlitwę osobistą – „orationi frequenter incumbere" (RB 4, 56) – co niektórzy tłumaczą: „często rzucać się na ziemię w modlitwie". Podobnie w 52 rozdziale swojej Reguły pisze: „(…) niech wejdzie po prostu i niech się modli, nie na cały głos, lecz ze łzami i z głębi serca.” Modlitwa benedyktynek kontemplacyjnych (zresztą nie tylko modlitwa) ma być więc osobistym spotkaniem z Bogiem „tu i teraz" i bezwarunkowym oddaniem się „Temu, Który JEST" na wzór Maryjnego FIAT, bo „Maryja jest tą wielką Wierzącą, która pełna ufności oddaje siebie w ręce Boże, zdając się na Jego wolę" (Benedykt XVI, Sacramentum Caritatis). Oraz według słów św. Pawła: „(…) raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1, 24). Praca – tak samo jak modlitwa – jest wyrazem tego ważnego dla św. Benedykta zdania: "Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony" („Ut in omnibus glorificetur Deus” – RB 57, 9; 1 P 4, 11). Dlatego każda czynność ma być uwielbieniem Boga. Nie ma znaczenia, co się robi (czy ta praca jest ważna, czy „mniej ważna"), ale jak się to robi. Ponieważ i ta „najmniej ceniona" praca wykonywana dla Boga, dlatego ma ogromną wartość. Św. Benedykt jednocześnie kładzie nacisk na zdrową równowagę pomiędzy modlitwą, duchowym czytaniem i pracą, a zarazem podkreśla: „Bezczynność jest wrogiem duszy” (RB 48,1). Jak mądry ojciec troszczy się też o to, aby ci, co wstępują do klasztoru, rozwinęli swoje dary i zdolności. Dopiero wtedy tak naprawdę mogą pracą swoich rąk i ducha uwielbiać Boga. Św. Benedykt kładzie także nacisk na pokorę, którą rozumie jako drogę dojrzewania. „(…) Pismo Święte woła do nas: 'Każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (RB 7, 1; Łk 14,11). I prawdziwy mnich cenobita dodaje: „ Nie przyszedłem do klasztoru, żeby spełniać się, ale spełniać wolę Bożą" (Br. Mateusz OSB, film „Ordo et Pax" ). Lectio divina – Boże czytanie – równocześnie z modlitwą liturgiczną oraz pracą jest podstawowym filarem życia mniszego. Św. Hieronim mówi: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Prawidłowe czytanie Pisma pozwala spotkać się z Żywym Słowem – z Jezusem. Słowo wprowadzone z pomocą Ducha Świętego w codzienne życie pomaga w tym, aby po prostu „być przed Bogiem dla Niego samego" oraz wypełniać Jego wolę w chwili obecnej. Według tradycji mniszej Lectio divina posiada kilka kroków, które mogą być dobrą wskazówką, jak „czytać” Pismo św. (i to nie tylko dla mnichów; nie jest to oczywiście bezwzględnie narzucony schemat): lectio – czytanie, meditatio – rozmyślanie, oratio – modlitwa, contemplatio – kontemplacja i actio - akcja, działanie, wprowadzenie słowa Bożego w czyn.
„Duch benedyktyński sprzeciwia się wszelkiemu programowi zniszczenia. Jest to duch odzyskiwania i odnowy, zrodzony z głębokiej świadomości istnienia Bożego planu zbawienia.” (Jan Paweł II) Matka Magdalena Mortęska
Matka Magdalena Mortęska urodziła się w 1554 r. w Pokrzywnie jako córka Melchiora, podkomorzego malborskiego, i Elżbiety z d. Kostczanki. Wiosną 1579 r., w wieku dwudziestu pięciu lat, wbrew woli ojca zdecydowała się wstąpić do opustoszałego wówczas klasztoru chełmińskiego. Jej przykład pociągnął kilka innych kandydatek, wraz z którymi w czerwcu tegoż roku, a więc po bardzo krótkim nowicjacie, złożyła profesję i natychmiast została obrana ksienią odnowionego klasztoru. Matka Mortęska zreformowała swój klasztor ściśle według idei Soboru Trydenckiego, zarówno pod względem duchowości, jak i w sferze prawa zakonnego (z pewnym jednak złagodzeniem w kwestii klauzury). Cieszyła się ogromnym napływem kandydatek: w ciągu swoich półwiecznych rządów przyjęła ponad 200 profesji, co pozwoliło jej posłać zakonnice na 8 nowych fundacji. Z nowo powstałych klasztorów usiłowała stworzyć kongregację, zjednoczoną jeśli nie organizacyjnie, to przynajmniej przez jednolite, dokładnie spisane i wszędzie przestrzegane prawa i zwyczaje. Bardzo leżała jej na sercu także jedność w samej wspólnocie (świadczy o tym i przytoczony tekst Walety – jej duchowego testamentu). Dla swoich zakonnic stanowiła wzór żarliwej pobożności, ale była także świetną administratorką. Sprawy nowych fundacji przeprowadzała przez wszystkie trudności z wielką energią i zrównoważeniem. Jako pierwsza w Polsce kobieta prowadziła systematyczną działalność wydawniczą. Zachęcała do tłumaczenia starochrześcijańskiej i współczesnej literatury ascetycznej, łożąc na wydanie tych przekładów. Opierając duchowość zakonną na pracy intelektu, uformowała w tym duchu polskie mniszki benedyktyńskie, dzięki czemu także i szkoła klasztorna stała się miejscem nie tylko wychowania, ale i wykształcenia. U współczesnych cieszyła się wielkim autorytetem zarówno ze względu na pobożność i dzieło reformy, jak i z powodu nieprzeciętnego intelektu i zmysłu prawnego. Po śmierci, która nastąpiła 18 lutego 1631 r., M. Mortęska została otoczona kultem, który w klasztorach benedyktynek przetrwał do początku XX w. Ciało jej spoczywa w podziemiach kościoła poklasztornego w Chełmnie. Proces beatyfikacyjny był na przestrzeni wieków już dwa razy rozpoczynany. Źródła tekstu: Waleta Matki MortęskejW bibliotece naszego Opactwa benedyktynek w Przemyślu znalazł się ciekawy rękopis, który został zidentyfikowany jako testament duchowy ksieni chełmińskiej Magdaleny Mortęskiej. Jest napisany ręcznie na ostatnich stronicach starodruku SNOPECZEK MIRY ( Kalisz 1683) i zatytułowany: Waleta najmilszej matki i dobrodziejki naszej panny ksieni w złym i niebezpiecznym zdrowiu pisana, 4 lutego w roku 1631. Pismo kopii nieznanej mniszki wskazuje, że powstała na przełomie XVII i XVIII w. i na podstawie porównania tekstu przemyskiego z tekstem ks. Stanisława Brzechwy (biografa M.Mortęskiej) oraz z wersją przytoczoną u K. Górskiego (Matka Mortęska, Kraków 1971) wydaje się, że rękopis przemyski, chociaż niepełny, jest dokładniejszy oraz bliższy oryginału. Ta nasza kopia Walety ( tj. „Pożegnania”) sporządzona ponad pół wieku po śmierci M. Mortęskiej, dowodzi żywej pamięci o niej i mamy nadzieję, że to ponowne odkrycie jej testamentu duchowego, pełne bogatej treści, będzie jednym z dalszych kamyków w mozaice starań o jej beatyfikację… Tekst Walety: Waleta najmilszej matki i dobrodziejki naszej, panny ksieni, w złym i niebezpiecznym zdrowiu pisana, 4 dnia lutego w roku 1631.
A iżem w Panu wszystkich miłowała, jawne są zamysły moje, gdyż wszystkim, żadnej nie wyjmując, rada bym była wszystkie dobra zbawienne w postępku cnót świętych zgromadziła przez środki przystojne i należące do tego, tak jako sierocemu stanowi naszemu przystoi. Przyznawając tę prawdę zawsze i we wszystkim, że płeć i stan nasz jest ostatnią cząstką w Kościele powszechnym, która sama z siebie nic nie mogąc, we wszystkim na rozsądku przełożonych przestawać powinna; i poczytałam to za wielki znak łaski Bożej nad nami, że przełożonym naszym wszystkie zamysły i postępki około zbawiennego dobra naszego zawsze jasne były, tak iż nie mamy nic w życiu naszym, czego by rozsądek ich uważny nie przyznał być pomocą do postępku, do zachowania Reguły i kanonów świętych. A jako postępki z urzędu ich dozór w wizytacyjach na oko najdował, tak nas i Stolicy Apostolskiej opisował, stąd otrzymać nam, co u niej, trudności żadnej nie było. Po kilkakroć pokój nasz w Panie chciał nieprzyjaciel pomieszać przez niektóre osoby, tak, iż za złem udaniem przełożeni nasi właśni przeciwko nam pobudzeni bywali. A przyznawając sobie własną błahość moję, nigdym wywody żadnymi czynić nie chciała, ale żeby oni sami pilną inkwizycyją swą prawdy dochodzili, o tom się usilna prośbą starała; którą gdy za łaską Bożą przy nas najdowali, samiż jej obrońcami potężniejszymi potem bywali. Co nie dlatego przypominam, aby ta rzecz wam dobrze wiadoma nie była, ale abym do prośby swej, którą mam wnieść do was, przystęp uczyniła i serca wasze do wypełnienia jej skłoniła. Bo gdy sobie wspomnę, z jakich nas trudności sam Pan Bóg w prawdzie swej wyprowadził, którym się z łaski Jego zawsze trzymać pragnęła i tym się łatwiej zatrzymać w dobru zaczętym będziecie mogły. Do tegoż służy prośba moja, którą do was wnoszę. Prośba pierwsza Naprzód proszę, abyście na to zawsze pamiętały, żeśmy się ślubem obowiązały Panu Bogu żyć wedle Reguły św. Benedykta. Miejże każda nad sobą straż, a przełożona i nad drugimi, abyście w cale oddawały tak, jakoście ślubowały Panu Bogu, który powiedział: Ślubujcie, a wedle ślubu oddajcie. A iż niektóre ostrości Reguły w tych tu krajach do zachowania były przytrudniejsze, a sumienie o wierne wypełnienie ślubu pilnie upominało: prosić zaś o dyspensacją poczytałam za szukanie życia przestronnego, przetoż nie o dyspensacją, ale o rozsądek Kościoła świętego starałam się, będąc gotowa tak na ostrość jako i na dyspensacją, gdyż nam tak najbezpieczniej było. Co że już dobrotliwość Boska zrządziła wszystko przez Kościół swój, który duchem jego wszystko sporządza, z czego niech mu będzie chwała wieczna. Iż gdzie było trzeba ostrość zachować, tam nie dyspensowano a w dyspensacjach przecie miarę wszystkiego określono, tak iż nad to określenie dalej sobie rozprzestrzeniać życia nie godzi się, ani też tego nie jest potrzeba żadna, bo powinny na skromnej żywności i odzieniu przestawać. Pozwala Reguła wprawdzie niekiedy łaskę z potrzeby pokazać, ale nie zmyślności dogadzać. Potrzeba straży i czułości każdy nad sobą a przełożony i nad drugimi, aby się chytra zmyślność nie wkradła, która zawsze chce rozprzestrzenienia. Prośba druga Druga prośba moja do was, abyście w ćwiczeniu duchownym nie ustawały. To bowiem jest ten on powrózek we troje skręcony, którym się do woli Pana Boga naszego przywięzujemy i do miłości Jego, ten nas pociąga za sobą do naśladowania. Przez ten środek z nami rozmawia, uczy i cieszy, zmacniając krewką słabość naszą w dobrem. A jako są niewypowiedziane pożytki tej świętej zabawy, tak niemniej wielkie szkody z opuszczenia jej. To bowiem jest wezwania naszego rzemiosła, bez którego wezwanie niesmaczne i bez wszelakiej ozdoby swej w oczach Boskich i ludzkich; wielką obrzydłością jest stan zakonny bez cnót. A cnoty jako będą mogły być, kiedy się ich nie będziemy ćwiczyć, poznawając je i wypełniając, a złość wykorzeniając? Prośba trzecia Trzecia prośba moja do was, z strony zawarcia i ochrony od wszelkiej płci, stanu i lat, jako nam Kościół święty w kanonach swych rozkazuje każdego czasu i na każdym miejscu; którą żeście za łaską Bożą zachowały dotąd, oto wam Bóg błogosławił na wszystkim obficie i wsławił was z zbudowaniem wielu, żeście twarzy swej nie podawały na widok i okna zmysłów swych od okazji umartwieniem zawierały. A kiedy potrzeba wycisnęła z klasztoru się wychylić, bojaźń Boża wszystko rozmierzywszy, przynęca o prędkie wrócenie i jako gołębica odpocząć nie da. Przeto iścił wam one obietnice swoje, iż gdyście onego szukały, on sam tych wszystkich rzeczy tak hojnie wam przydawał, żeby był najpilniejszy dozór wasz tego nie dokazał, byście były w folwarku najdłużej mieszkały. Nie trzeba wam było zabiegać łaski dla datku ani się kumać z gośćmi świeckimi, którzy się wielokroć z tej ochrony waszej budowali, bo to każdy w zakonnych miłować musi, gdyż w rozmowach, choć i z duchownymi, rozerwania uciszonemu umysłowi trudno się ustrzec i doskonałym. Więc i ta ochrona wasza z domowymi świeckimi, z którymi i po kilka lat pod jednym dachem mieszkując, nie tylko pospolitowania z nimi żadnego, ale ani znajomości z nimi, tak z twarzy, jako i z imienia nigdyście nie miały, co mnie było nie tylko pociechą, ale i obroną tam, gdzie wam tę świętą obroną pod płaszczykiem nieprzyjaciel wydrzeć chciał. Bolało go to, żeście w zawarciu swem w pokoju bez rozerwania umysłu na przyjście Oblubieńca swego czuły, a w tej świętej ochronie od świata i od wszystkich fraszek jego. Izali wam, Najmilsze Siostry, na czym schodziło? Zaprawdę nigdy na żadnej rzeczy przy łasce Boskiej nie schodziło, która nad nami zawsze znaczna była we wszystkich około was dziełach Jego. To, że Jego samego własne były, któż bez grzechu nie przyzna tego? Bo nam był zawsze wszystko we wszystkim, o czym łatwiej pomyślić niż wymówić. Nie była w tym nigdy wola Jego, żebym wam pieniądze zbierała, ale środków do cnót świętych jako najwięcej zgromadzić, do tego mię łaska Jego mocno przynęcała. Bo iżeśmy są tego rzemiosła i wezwania starać się o cnoty, które bez środków jako rzemiosło bez naczynia wyrobione być nie może, przeto Bóg z dobroci swojej Boski samże wam sporządzał sposoby podawszy pomagał, i na zrządzenia swe sam wprowadzał i łaską swą poprzedziwszy, do skutku przywodził, nie inszym umysłem, jeno tym, abyście się przez te środki przy łasce Jego zatrzymać mogły, któremiście oczy Boskie na się obróciły: Pierwsza – przez zachowanie wiernie Reguły, to Bogu oddając, coście Mu ślubami swymi obiecały. Wtóra – przez pracę około wykorzenienia złości, a wszczepienia cnót w nieustainem ćwiczeniu, pobudzając ducha do postępku. Przez tę świętą ochronę obyczajem skromnym i stanowi zakonnemu należącym, jako prawdziwym Oblubienicom Króla Niebieskiego przystoi, swych powinności czystego serca strzec, aby go oglądały. A iż to wszystko z łaski Pana Boga macie i wiele was w dobrem zwyczaju i jakoby w świętem nałogu, skąd snadnie się wam za pomocą dobroci Boski w tym dobru zatrzymać bez wszelakiej trudności; gdyż łatwiej gotowego strzec, niż znowu nabywać, a niepewno, bowiem nie każdy uchwyci, choć [...] wszyscy chcą ułapić. Aczeście wy za pomocą Bożą i łaską uchwyciły te dobre i święte zwyczaje, wiedzcież pewnie, iż póki się w nich wiernie trzymać będziecie, dotąd błogosławieństwo Pańskie nad wami nie ustanie; a skoro po życiu swym wedle Reguły słabieć poczniecie, już i ćwiczenia duchowne smakować nie będą. Wiec, że bez smaków duchownych pociech jest tęskliwe, a szukając ich tam, gdzie ich nie masz prawdziwych, otworzą się drzwi wszystkim okazyjom do spustoszenia, które dotąd były zawarte świętą ochroną z wielkim pożytkiem dusz naszych; i dobrego przykładu, tak iżby się próżno spodziewać czego inszego, jedno obrzydliwości spustoszenia z gorszeniem bliźnich. Prośba ostatnia Przeto proszę dla miłości Zbawiciela naszego, który nas niepożytecznie z niewymownej dobroci swej łaską swą uprzedził i dotąd prowadził, nie pogardzajcież tą łaską Jego, hojnie na nas wylaną. Chcecie nie być z niewdzięcznymi od niej odrzuconemi, pragnijcie nie tylko się w niej zatrzymać, ale jej sobie przyczyniać, gdyż to jest świętą wolą Jego, abyście rosły i owoc cnót świętych przynosiły. O przełożonej, która by po mnie nastąpić miała, umyślnie żadnej wzmianki czynić nie chcę; niech to samego Boga sprawa będzie przez świętą zgodę serc i głosów waszych. O to tylko proszę przez miłość Pana naszego, aby się każda z was strzegła uporu; bo jeśli zgoda i miłość jest znakiem do żywota przejrzanych, tedyć niezgoda z uporem jest znakiem odrzuconych. Niechże, proszę, stanowi waszemu powinnej skromności świadkiem będą obyczaje przystojne i pokorna powolność, a Bóg z dobroci swej wejrzy na sieroctwo wasze i da wam lepiej niż się spodziewacie. Już was Panu temu oddawam, który niegodności mojej do rządzenia was na czas mi był poruczył; w Jego ojcowskie ręce zaś was oddaję, a rachunek, na który idę, aby ze mną łaskawie czynić raczył, o przyczynę was wszystkich do Niego proszę. Źródło tekstu: Historia kościoła i klasztoru
Jednocześnie z kościołem rozbudowano i klasztor, a dla ochrony przed niebezpieczeństwami ze strony najeźdźców budynki zostały otoczone murem obronnym ze strzelnicami i basztą. Obok kościoła i klasztoru zostały wzniesione budynki szkoły panieńskiej, nazywane od 1870 r. rządowym seminarium nauczycielskim. Szkoła ta w 1889 r. zanotowała rekordową liczbę uczennic – 1195. Podczas walk niemiecko-radzieckich w czerwcu 1941 r. uległy zniszczeniu od pożaru klasztor oraz zabudowanie szkolne. Ogień na szczęście nie strawił budynku kościoła, jedynie pochłonął jego dach. Dzięki temu uratowały się cenne rękopisy i starodruki konwentu, ponieważ przechowywano je w nawie kościoła.
|
||

Św. Benedykt
Św. Benedykt przyszedł na świat ok. 480 r. w Nursji w środkowych Włoszech. Pochodził
ze szlacheckiego rodu. W drugiej księdze Dialogów św. Grzegorza Wielkiego –
najwcześniej znanej nam biografii – jest opisywany jako człowiek wielkiej świętości,
którego jednak nie oszczędziły życiowe porażki. Jako młodzieniec odbywał w Rzymie
studia – najlepsze, jak na owe czasy: gramatykę i retorykę. Bardzo się rozczarował
tym, co tam zobaczył. Zorientował się, jak łatwo może ulec zepsuciu moralnemu Rzymu,
i zdecydował się studia przerwać. Zostawił dom oraz majątek po ojcu. „Pragnąc tylko
Bogu się podobać” (Dialogi, II, Prolog) zamieszkał w pustelni niedaleko miejscowości
Subiaco. Mnich Roman był jedynym człowiekiem, który wiedział o jego pobycie na tym
miejscu i z jego rąk Benedykt przyjął habit.
Życie św. Scholastyki jest nierozłącznie związane z życiem św. Benedykta ze względu
na to, że byli rodzeństwem, tradycja nawet mówi, że bliźniętami. Scholastyka od
najmłodszych lat pragnęła żyć wyłącznie dla Boga.
Św. Benedykt napisał Regułę w przez siebie założonym klasztorze na Monte Cassino
ok. r. 529. Jest określona jako „chrystocentryczna” i stała się normą życia dla
wielu pokoleń mnichów. Jest jednym z kamieni węgielnych kultury europejskiej.
Mnich, mniszka
to człowiek, który jest nieustannie nastawiony na prawdziwe szukanie Boga i na
dawanie siebie innym. Jego, jej powołaniem jest proste bycie przed Bogiem dla
Niego samego. Jest to coś, co słowami daje się określić tylko w przybliżeniu.
Doświadczali i realizowali to w swoim życiu pierwsi chrześcijanie, a mnisi i
mniszki w III i IV w. zapragnęli to doświadczenie powtórzyć. Byli to ci, którzy
odpowiedzieli na specjalne wezwanie Pana: „Pójdź za Mną!” (Mt 19,21), opuścili
domy rodzinne i udali się na pustynię, aby tam w samotności spędzić resztę swojego
życia, sam na sam z Bogiem. Tak zrobili św. Antoni Wielki, Bazyli Wielki, Pachomiusz,
Makary, Ewagriusz Pontyjski, Jan Kasjan i później św. Benedykt. Ich życie przyciągało
innych, dlatego też stopniowo tworzyły się wspólnoty. Ci pierwsi mnisi wierzyli,
że Bóg i drugi człowiek to jedna całość. Bóg jest Wspólnotą, a wspólnota jest
świątynią Boga. Obcując z Bogiem stajemy się do Niego podobni, a więc zaczynamy
kochać tak jak On – aż do oddania życia za drugiego. I ta właśnie „całość”
promieniowała na tych, którzy byli przyciągani do naśladowania tego sposobu życia.
Zatem życie
mnisze to dobrowolnie przyjęta samotność, a jednocześnie budowanie wspólnoty o
charakterze rodziny. Tak właśnie życzył sobie św. Benedykt. Dzisiaj mówimy o
„Kościele – komunii”. Istotnym znakiem jest staranie się o jedność. Pragnienie
jedności z innymi jest jakoś wypisane w sercu każdego z nas, chociaż nie zawsze
wiemy, jak to zrealizować. Jest to pieczęć („odcisk”) trynitarnego życia samego
Boga. Jedność - to dojrzały owoc miłości wzajemnej. Jest to pragnienie samego Pana
Jezusa, które przekazał swoim uczniom w Wieczerniku – „Aby wszyscy byli jedno”
(J 17, 21). Więcej, uświadamiamy sobie, że wszyscy razem tworzymy jedną rzeczywistość.
Naszym powołaniem jest oddać swoje życie z miłości. Miłość wzajemna jest najgłębszym
pragnieniem serca Jezusa. Św. Benedykt i św. Scholastyka starali się stworzyć
bastiony tej miłości pośród walącego się w gruzy starego świata.
Eucharystia –
Msza Święta ma centralne miejsce w życiu wspólnoty i pojedynczych członków. Jest
nieustannym uobecnianiem Chrystusowej Męki i Jego Zmartwychwstania, jest uwielbieniem
Boga, dziękczynieniem, a szczególnie: codziennym oddaniem na nowo siebie Jezusowi
w ofierze... „Jeśli dobrze przyjęliście Ciało Pańskie, to staliście się tym, co
do serc swoich przyjęliście, tzn. Chrystusem", mówi św. Augustyn. „Dlatego możemy
kontemplować tajemnicze działanie Boga, w którym mieści się głęboka jedność pomiędzy
nami i Panem Jezusem" (Benedykt XVI, Sacramentum Caritatis). A to jest możliwe tylko
wtedy, kiedy potrafimy wzajemnie sobie szczerze przebaczać, bo wartość poszczególnej
wspólnoty mniszej liczy się według jakości wzajemnego przebaczenia.
Gościnność
czyli przyjmowanie gości jest (bardzo ważną) czynnością duchową. Św. Benedykt nas
uczy w każdym przychodzącym człowieku widzieć Chrystusa: „ Wszystkich przychodzących
do klasztoru gości należy przyjmować jak Chrystusa, gdyż On sam powie: 'Gościem
byłem i przyjęliście mnie' – Mt 25, 35" (RB 53,1). Co więcej: „ Z największą
troskliwością należy przyjmować ubogich i pielgrzymów, ponieważ w nich przede
wszystkim przyjmujemy Chrystusa" (RB 53,15).
Ksieni
benedyktynek w Chełmnie (1579 – 1631), reformatorka zakonu, sługa Boża
Najmilsze Siostry – prawi – w Panie umiłowane! Iżeśmy z zakonem świętym jako członki do jednego Ciała spojone, a jeśli który chory, jednak nigdy nie pogardzony, bo miłość wielkość niedostatków znosi i pokrywa, przeto do wszystkich jako i do każdy z osobna piszę te kilka słów, kończąc życie moje; iż wszystkie rzeczy i czasy z rządzenia Boskiego pochodzą, któremu każda z nas nie tylko podlegać powinna, ale i musi bez żadnej uchrony; a iż tak jest, wywodów nie potrzeba, tylko dobrowolnej powolności woli Boskiej i czasowi, który posłać raczył. Przeto ostatniego dnia i godziny żywota mego, oświadczywszy nieustajną a powinną miłość moję przeciwko wam, dziękuję Bogu mojemu za takie cnoty wasze, z którycheście mię znosiły. A iżem wam mniej służyła, niżeliście sobie życzyły i ja powinna była, odpuszczenia u was proszę, boć mi to nie pochodziło z żadnej nieżyczliwości przeciwko wam. Postępku, którego wam zawsze mieć pragnęła bardzo, i abyście onym mlekiem napojone były (jako Apostoł mówi), w którym byście rosły budując samych siebie, bardzom zawsze wszystkim i każdy z osobna życzyła. Jednak czegom usłużyć wam w tem omieszkała, albo z gnuśności swej zaniedbała ścieżek przykładnym życiem torować, więc i miecz urzędu czasem podobno był na maluczkie ostry; przeto w tem (jeśli kiedy był) błędu nie wymawiam, odpuszczenia u was prosząc, i aby mi to do poratowania grzesznej duszy mojej nie przeszkadzało, pokornie proszę.
Klasztor benedyktynek w Przemyślu powstał dzięki Matce Mortęskiej, ksieni klasztoru benedyktynek w Chełmnie. Za jej decyzją powstał m.in. klasztor w Jarosławiu, do którego w 1611 r. księżna Anna Ostrogska sprowadziła mniszki właśnie z Chełmna. Z kolei nasz klasztor w Przemyślu powstał jako filia konwentu jarosławskiego. Jego początki sięgają do roku 1616, kiedy ks. Maciej Wolkiewicz wzniósł pierwszą drewnianą kaplicę p.w. Św. Trójcy na drugim brzegu rzeki San („Na Zasaniu”). On też z Jarosławia pomógł sprowadzić w 1626 r. kilka zakonnic, które się wzięły za wybudowanie niewielkiego klasztoru, a w 1629 r. rozpoczęły regularne życie monastyczne. Klasztor ten stał się opactwem w 1694 r. na mocy decyzji biskupa przemyskiego Jerzego Olbrachta Doenhoffa.
Obecny, późnobarokowy kościół został wybudowany w latach 1768 – 1777 jako kościół klasztorny; fundatorem był Franciszek Salezy Potocki, wojewoda kijowski. Świątynię dedykowano (konsekrowano) w 1783 r. Najbardziej wartościowym zabytkiem kościoła jest polichromia ścienna pędzla Stanisława Stroińskiego ze Lwowa.
Po wojnie klasztor oraz kościół zostały odnowione. W latach 2003 – 2006 freski ścienne znów pieczołowicie zakonserwowano z pomocą parafii, która powstała przy kościele Św. Trójcy w 1970 r., wydzielona z parafii św. Jozefa.Na ruinach dawnych budynków szkolnych wzniesiono w 1985 r. Dom rekolekcyjny p.w. Dobrego Pasterza.