email

Dla was

dot  O nas    dot  Oblaci    dot  Medalik św. Benedykta    dot  Pokoje dla gości   
dot  Dom Dobrego Pasterza    dot  Terminarz Rekolekcji    dot  Skrzynka intencji   
dot  Fotogalerie     dot  Ogłoszenia    dot  Kontakt

MATKA MARIA TELEŚNICKA OSB

Focolare o M.Marii OSB

Cordi:
Kristus Poznałam Matkę Marię na Rekolekcjach Ruchu Focolari - Mariapoli w Lublinie. Jej entuzjazm i otwartość sprawiały, że kontakt z nią był spontaniczny i głęboki. Kilkakrotnie miałam okazję odwiedzić ją w klasztorze w Przemyślu. Zawsze wyrażała wdzięczność za poznanie charyzmatu jedności. Zrozumiała, że Jezus Opuszczony jest kluczem do jedności i dzieliła się z nami doświadczeniem życia z Nim, przede wszystkim "życiem poza raną" by budować jedność miłując jako pierwsza. Jej duchowa obecność w naszej wspólnocie była dla mnie bardzo ważna, wiedziałam, że zawsze mogę liczyć na jej miłość i modlitwę - towarzyszyła nam w radosnych i trudnych momentach. Np. przygotowaniach do różnych spotkań i kongresów, chorobach i cierpieniach osób z naszej rodziny i z Ruchu, egzaminach na studia, kupnie i sprzedaży mieszkania, podróżach i zdrowiu Chiary Lubich...
Ogromną łaską było dla mnie uczestniczenie z nią w tym ostatnim odcinku życia na ziemi, widziałam w niej siłę i światło życia Zmartwychwstałego, jej oczy pełne miłości do Jezusa Opuszczonego w całkowitym zaufaniu do Niego. Kiedy błogosławiła nas krzyżykiem na czole z uśmiechem i pogodą jej typową prostotą, a potem poprosiła by jej też błogosławić, to zrozumiałam, że łączy nas sam Pan Bóg, jesteśmy jego własnością i nic nie może dać nam radości większej niż On Sam. Jej odejście było "przejściem", które nas zbliżyło do nieba i w tej miłości wzajemnej już nigdy nie rozstajemy się.

Agnieszka:
Po raz pierwszy zobaczyłam Matkę Marię w szpitalu w Lublinie. Od pierwszego momentu poruszyła mnie jej radość - radość ze spotkania się ale czułam, ze jest w tym "coś więcej".
Matka z prostotą opowiadała o swoim doświadczeniu przeżywania choroby podkreślając siłę modlitwy i cuda, jakie Pan Bóg w tym czasie czynił w osobach wokół niej. Z zachwytem w oczach wspominała momenty rozmowy z Bogiem przeżywane w szpitalu. Widać było, że to, czym żyje jest całkowitym zanurzeniem się w rzeczywistości nadprzyrodzonej i dlatego to było nasze wspólne spotkanie w Nim.
spolecna Przed operacją pobłogosławiła nas i poprosiła, abyśmy także zrobiły jej krzyżyk na czole. Czuję, że to błogosławieństwo łączy nas z nią teraz jeszcze bardziej.
Matka Maria powiedziała przed wyjazdem z klasztoru, że to będzie dla niej najpiękniejsze Boże Narodzenie i tak się stało.
To również najpiękniejsze Boże Narodzenie dla naszej wspólnoty focolare.
W rozważaniu "Boże Narodzenie z tymi, którzy cierpią" Chiara Lubich mówi, że "ciepło Bożego Narodzenia skłania nas wszystkich do tego, by czuć się bardziej rodziną, bardziej jedno między sobą, by czuć się bardziej braćmi - przeżywać więc wspólnie wszystko: radości i cierpienia..." Dzięki Matce Marii miałyśmy tę łaskę, by podarować Dzieciątku ten dar, jakim było wspólne przeżywanie choroby, cierpienia i odchodzenia do Niego i w sposób zupełnie nowy śpiewać na Pasterce Gloria in excelsis Deo czując w sposób namacalny, że Niebo łączy się z ziemią i ziemia z Niebem.

Kasia:
Kiedy poznałam Matkę Marię, od razu ujęła mnie swoją pogodą ducha i radością. Była osobą, która potrafiła łączyć w sobie głębokie życie mistyczne stojąc równocześnie mocno nogami na ziemi. Była bardzo konkretna w swojej miłości. Wielokrotnie zapewniała nas o swojej modlitwie w różnych intencjach naszej wspólnoty focolare. Była zafascynowana duchowością jedności i kiedy się spotykałyśmy zawsze pytała o Chiarę Lubich i całe Dzieło Maryi. Podczas choroby Chiary Lubich bardzo się za nią modliła.
Kiedy spotkałyśmy się w szpitalu przed jej operacją była bardzo radosna i tryskająca energią jak zawsze, ale bardzo w Bogu. Miałam wrażenia jakby całkowicie powierzyła się Woli Bożej i żyła chwila obecną nie myśląc o tym co będzie. Opowiadała nam o pięknych chwilach przeżytych z Bogiem i była gotowa na spotkanie z Nim.
Czułam i czuję mocną więź z nią, więź duchową.
Kiedy byłyśmy w szpitalu od razu ogarniała nas atmosfera nadprzyrodzona. Dostrzegało się to, co ma największą wartość, nie to, co materialne, ale to, co duchowe, a przede wszystkim miłość. Dlatego święta, które przeżyłyśmy były naprawdę piękne i szczególne, ponieważ przeżyte w głębokiej Boskiej atmosferze., kiedy ziemia połączyła się z Niebem, a rzeczy ziemskie z Niebiańskimi. Matka Maria stoi teraz dookoła żłóbka i świętuje razem ze Świętą Rodziną i świętymi w Niebie.

Krysia:
Te dni były dla mnie pierwszą okazją poznania osobiście Matki Marii. Zobaczyłam osobę niesamowicie prostą i w pełni radości. Nie trudno było o atmosferę nadprzyrodzoną, bo w niej wszystko przywoływało na myśl Boga. Podzieliła sie ze mną swoim doświadczeniem zjednoczenia z Nim, którego doświadczała w sposób szczególny w tych dniach. Czułam się obdarowana ponad wszelką miarę. W oczach mam jej ostatnie pozdrowienie przed operacją, gdy leżąc na łóżku poddawała sie z uśmiechem wszystkim zabiegom przygotowującym do operacji, a w ręku trzymała otwarty brewiarz. Zobaczyła mnie przez uchylone drzwi i radośnie pomachała ręką. Ponieważ brakowało niewiele minut do przewiezienia jej na blok operacyjny czułam, że powinnam wycofać się i pozostawić ją w tej komunii z Nim. Przychodząc do niej w kolejnych dniach po operacji czułam przed wejściem mocne pragnienie zrobienia rachunku sumienia i dostrojenia duszy do tych tonów, które tam się czuło. Ona, nie mogąc nawet otworzyć oczu, dziękowała za każdy łyk herbaty i łyżkę zupy. Na jej ustach były cały czas słowa: Jak dobrze... jak fajnie...
Od Siostry Faustyny dowiedziałam się, że Matka Maria wprowadziła w zakonie zwyczaj mówienia sobie przy łamaniu się opłatkiem: Dobrze, że jesteś. Czuję, że to przesłanie Matki Marii i całe jej życie jest dla mnie nowym przynagleniem do dziękowania za dar, jakim jest każdy człowiek. Za dar jakim jesteśmy jedni dla drugich, dar niepowtarzalny i niezastąpiony w drodze do świętości.

Bądź wola Twoja
Krzysztof Fil

dla-was Diagnoza medyczna nie budziła wątpliwości. Rezonans magnetyczny ujawnił guza mózgu w zaawansowanym stadium rozwoju. Właściwie był to wyrok, bowiem ryzykowna operacja neurochirurgiczna w późnym etapie choroby mogła w najlepszym razie nieco przedłużyć życie. Zwykle taka wiadomość zwala człowieka z nóg, pogrąża w rozpaczy i odbiera nadzieję. W podobnych okolicznościach trudno się dziwić nawet najbardziej ekstremalnym ludzkim reakcjom. Matka Maria Teleśnicka, ksieni Opactwa Sióstr Benedyktynek w Przemyślu, nie mogła powstrzymać łez na wieść o nowotworze, który przez całe lata bezobjawowo rozwijał się w jej głowie. Jakkolwiek starała się panować nad sobą, na jej twarzy malował się smutek i cierpienie. Był to trudny czas dla całej wspólnoty, bowiem nieszczęście jednej siostry w jakiejś części dotyka wszystkie. Ale dzień dobiegł końca i nastała noc. Nazajutrz zdumione siostry ujrzały matkę Marię inną, odmienioną. Pogodne oblicze opromieniał łagodny uśmiech, a z zachowania i postawy emanował spokój. Nieco później ujawniła jednej z sióstr powód tej zaskakującej przemiany. Klasztor dawno już tkwił w sennej ciszy, gdy ona czuwała zatopiona w modlitwie. Wsparta o parapet okna wpatrywała się w ciemne niebo i prowadziła najważniejszą rozmowę z Panem. A kiedy do pokoju zajrzały pierwsze ślady brzasku, wszystko stało się jasne. Przecież od zarania zdążała ku Niemu i to był cel jej życia, do realizacji którego wybrała w swoim mniemaniu najlepszą drogę. I teraz, gdy pozostał ostatni ziemski etap, czyż wolno nasączać duszę wątpliwościami i doczesną troską? Cóż z tego, że ta droga wydaje się nielitościwie krótka, skoro spotkanie z Panem jest już bliskie. A jeżeli On w swej dobroci skrócił ten dystans, czyż nie oznacza to, że wyszedł jej naprzeciw? Biogram matki Marii Teleśnickiej opracowany na użytek tego tekstu przez matkę Romanę Kozłowską, która w latach 1979-2005 pełniła funkcję ksieni opactwa, pokazuje pełniejszy obraz postaci, której niezbyt długie życie na trwale wpisało się w bogatą historię Wspólnoty.

Maria Urodziła się 26 marca 1948 r. w Przemyślu. W 1969 r. ukończyła Technikum Odzieżowe. Właśnie wtedy ostatecznie dojrzała w niej decyzja o wyborze drogi życiowej. Jeszcze w trakcie nauki często odwiedzała siostry benedyktynki i, wykorzystując swe umiejętności, bezinteresownie świadczyła dla nich przeróżne usługi krawieckie. Wydaje się, że te wizyty stanowiły pretekst, by za murami klasztoru odnaleźć atmosferę, która najbardziej jej odpowiadała – wzajemnej życzliwości, wyciszenia, modlitwy. Na tym tle świat zewnętrzny z całą gamą półprawd i pozorów wydawał się ubogi i powierzchowny, dlatego, idąc za mocnym już głosem powołania, 7 września 1971 r. wstąpiła do wspólnoty. Po ośmiu miesiącach postulatu rozpoczęła dwuletni nowicjat, po czym w 1974 r. złożyła profesję czasową, a w 1977 r. – monastyczną. Konsekrację Dziewic otrzymała 21 sierpnia 1982 r. Śledząc biografię matki Marii, łatwo zauważyć, iż życie zakonne stworzyło jej warunki nie tylko do oczywistej formacji duchowej, ale też do wszechstronnego doskonalenia osobowości, w tym także do rozwoju intelektualnego. Zapewne dostrzeżone zostały jej predyspozycje, bowiem została skierowana na studia. W 1975 r. z wynikiem bardzo dobrym ukończyła Instytut Wyższej Kultury Religijnej przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a w 1985 r. uzyskała stopień magistra teologii w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, a dwa lata później dyplom ukończenia Teologii Życia Wewnętrznego w Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie. Przez 22 lata była mistrzynią nowicjatu, czyli zajmowała się formacją duchową młodych dziewcząt, które, jak ona, za cel swego życia obrały służbę Bogu. Jak potwierdzają liczne świadectwa, misji tej poświęciła się całkowicie, a otaczając dziewczęta matczynym uczuciem, łatwo znajdowała drogę do ich serc i umysłów. Przez 4 lata pełniła funkcję przeoryszy przeoratu zależnego w Jarosławiu, a od lipca 2008 r. została mianowana ksienią Opactwa Sióstr Benedyktynek w Przemyślu.

W codziennym życiu była uosobieniem dobra, tolerancji i otwarcia na drugiego człowieka. Te cechy budowały jej autorytet i szacunek u ludzi. Mimo wrodzonej skromności i pokory, emanowała głębią osobowości, jaką zdarza się dostrzegać w ludziach, dla których jedyną miarą wartości jest wymiar Boży. Oprócz sfery duchowości, która jest sednem życia zakonnego, ksieni Maria Teleśnicka miała świadomość odpowiedzialności za dobro materialne, którym z racji pełnionej funkcji przyszło jej zarządzać. Wpisany do rejestru zabytków klasztor Sióstr Benedyktynek jest znaczącym obiektem historycznym Przemyśla. W ponad 300-letnich dziejach przechodził dramatyczne koleje losu. Odbudowany po zniszczeniach wojennych, wymaga stałej troski i ciągłych renowacji, uwzględniających jego zabytkowy charakter. Jest to zadanie trudne i kosztowne. Praktyka pokazuje, że mimo wszystko wspólnota przez całe pokolenia potrafiła sprostać wyzwaniu, utrzymując obiekt w dobrym stanie i za ogromny wkład w dzieło ochrony dziedzictwa historycznego miasta Siostrom Benedyktynkom należą się słowa uznania. W ten obszar zadań wpisały się starania matki Marii, dzięki którym wykonano pokrycie dachu na klasztorze, odnowiono kaplicę, plebanię, wymieniono sieć instalacyjną. W domu rekolekcyjnym oddane zostały do użytku trzy gościnne pokoje wraz z łazienkami. Matka Maria podjęła decyzję przekazania na użytek publiczny części własności wspólnoty, położonej wzdłuż klasztornego muru, gdzie przy udziale miasta powstał bardzo potrzebny parking. Czyniła wiele starań w celu pozyskania funduszy na dalszą realizację zaplanowanych zadań, w chwili obecnej na rozstrzygnięcie oczekuje wniosek o przyznanie środków unijnych z przeznaczeniem na osuszanie murów klasztoru. W wolnych chwilach matka Maria zajmowała się haftem i projektowaniem kart okolicznościowych. Jak wspomniałem na wstępie, znikomą, ale też jedyną szansą na przedłużenie życia Matki, była skomplikowana operacja neurochirurgiczna, którą na początku grudnia przeprowadzono w lubelskiej klinice. W efekcie usunięty został guz nowotworowy, ale lekarze stwierdzili też liczne przerzuty. Dni chorej były policzone i ona o tym wiedziała. Przy jej boku od początku do końca obecna była s. Faustyna Foryś, która tak oto opisuje ostatnie chwile Matki: „Odchodziła świadomie, z pogodą w sercu, bez żalu. Przekazała mi ostatnie zalecenia dotyczące dokumentacji i różnych formalności do załatwienia w poczuciu ostatecznego porządkowania spraw doczesnych, które po sobie pozostawia. Tak to rozumiałam. Dla Matki szczególnym okresem liturgicznym był Adwent i teraz, kiedy jest już po wszystkim, spoglądam wstecz i widzę, że czas Adwentu oraz zbliżające się Boże Narodzenie były dla niej najpiękniejszym świętem, bo wiedziała, że zbliża się kres ziemskiej drogi i spotkanie z Panem. Jej radość oraz widoczny i heroiczny w wyrazie akt oddania się woli Bożej zdumiewał, budował i pokrzepiał wszystkich wokół. Obcując z nią czułam obecność Pana”. Przykład matki Marii prowokuje, by zastanowić się nad znaczeniem cierpienia w ludzkim życiu i nad znaczeniem przemijania i śmierci. Jeżeli na te procesy spoglądamy wyłącznie z perspektywy biologii, w oderwaniu od Bożego kontekstu, budzi się w nas jedynie poczucie bezradności i przerażenie. Tymczasem wielki sens przemijania pokazał Ojciec Święty Jan Paweł II, kiedy na łożu śmierci prosił, by mu pozwolono pójść do Domu Ojca, czy też niedawno wielki polski aktor Krzysztof Kolberger, który, mocny wiarą, śmierć traktował nie jako kres wszystkiego, ale początek życia w Bogu.

MariaMatka Maria Teleśnicka zmarła w Wigilię Bożego Narodzenia i zgodnie z ostatnią wolą została pochowana na cmentarzu zasańskim w Przemyślu. Mszę św. odprawił bp Adam Szal, a w uroczystościach pogrzebowych wziął udział o. Konrad Mołys, wizytator apostolski Sióstr Benedyktynek z Tyńca, duchowieństwo, siostry zakonne, rodzina i mieszkańcy miasta. Pozostaje pamięć ludzka i pamięć Kościoła, liczne dzieła Matki i, wierzę, wiele dobra, którego nikt z żyjących nie potrafi nazwać, ale które dzięki jej wstawienniczej modlitwie jest i w jakimś wymiarze dotyka wielu z nas. Pozostaną też zapisane słowa pożegnania sióstr: Romany Kozłowskiej, Stanisławy Starzec, Katarzyny, Elsy, Krystyny, z których przytoczę dwa fragmenty:
„Żyła w świecie, pracowała, ze stanu dobrego czyniąc stan doskonalszy, i poszła za głosem Bożego powołania... Ufamy, że za wierność łasce powołania zakonnego przyjął ją Oblubieniec dusz dziewiczych do swej chwały i dał jej koronę żywota...”.

„W świętą noc Bożego Narodzenia do Domu Ojca odeszła siostra wielkiego formatu. Niech odpoczywa w pokoju”.

Oblaci

dla-was Przy naszym Opactwie powstała wspólnota świeckich oblatów (łac. oblatus – poświęcony /Bogu/), czyli osób dorosłych różnych stanów – zarówno małżonków, jak i wolnych, bez względu na płeć i zawód - zobowiązujących się do życia według ducha Reguły św. Benedykta.< /p>

Jaki jest sens życia zgodnie z charyzmatem św. Benedykta we współczesnym świecie? Dla św. Benedykta bardzo ważna była postawa „gorliwej miłości” (RB 72,3) wobec Boga, bliźnich i otaczającego świata. Reguła, która nam mówi o zawsze obecnym Bogu, wzywająca do umiaru, wzajemnego szacunku i zachowania pokoju, może i dziś przemówić do człowieka. Duchowość benedyktyńska jest duchowością Kościoła. Św. Benedykt, pisząc Regułę, nie wymagał w niej niczego ponad to, co wymaga Pismo Święte (RB 73,3) i Tradycja Kościoła.

dla-wasOblaci św. Benedykta, w odróżnieniu od mnichów i mniszek, nie składają ślubów tylko przyrzeczenia wierności podstawowym zasadom swej formacji. Jej fundament tworzy codzienne studium Pisma Świętego z miejscem na osobistą lekturę i medytację, żywy udział w Liturgii, modlitwa brewiarzowa, praca umysłowa i fizyczna zgodnie ze wskazówkami św. Benedykta, a wszystko to utrzymywane w komunii braterskiej i siostrzanej.

Dla oblatów naszego Opactwa planujemy regularne dni skupienia, połączone z konferencjami duchowymi i dyskusją nad wybranymi zagadnieniami dotyczącymi praktyki życia chrześcijańskiego w dzisiejszym świecie. Możliwe będzie również wzięcie bezpośredniego udziału w modlitwie liturgicznej sprawowanej przez naszą wspólnotę mniszek benedyktynek.

Medalik Świętego Benedykta

Medalik ma dopomóc w kształtowaniu w duszy usposobienia podatnego na współpracę z łaską Jezusa Chrystusa, Zbawiciela Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Należy chronić się przed wszelkimi wyobrażeniami o magicznej sile medalika. Uleganie takim przesadom zagraża życiu duchowemu i jest sprzeczne ze znakiem Chrystusowego Krzyża i świadectwem życia św. Benedykta.

Wierni od wieków świadczą o tym, że pobożne używanie tego medalika wraz z wzywaniem pomocy św. Benedykta pozwoliło im doznawać nadzwyczajnych znaków łaski na ciele i duszy, zwłaszcza w walce z pokusami.

Dokładnie nie wiemy, gdzie zostały wybite pierwsze medaliki. Zachował się rysunek z 1415 r. wykonany w klasztorze w Metten (Austria), przedstawiający opata (może św. Benedykta) z pastorałem zwieńczonym krzyżem. Na pastorale wypisane są te same słowa, które dziś widnieją na rewersie medalika. W dłoni opat trzyma zwój z resztą słów umieszczonych na medaliku. Pierwsza znana nam ulotka dotycząca medalika została wydana w Innsbrucku (1664 r.). Na awersie umieszczono dwa koncentryczne koła, a w nich monogram IHS, oznaczający Jezusa Chrystusa. Wokół wybito pierwsze litery słów, które również i dziś znajdują się na tej stronie. Rewers niemalże pokrywa się z wersją dzisiejszą. Warto zauważyć brak wizerunku św. Benedykta. Postać Świętego widnieje na samej ulotce – opat z Monte Cassino dzierży krzyż i wykonuje gest błogosławieństwa.

Medalik stał się bardzo popularny w wieku XVII. Święty Wincenty a Paulo, założyciel sióstr miłosierdzia, polecił, by zakonnice nosiły go przy swoich różańcach. Opat Legnickiego Pola, o. Benno Loebl, podjął starania o zatwierdzenie medalika przez papieża. Wysiłki śląskiego opata zostały uwieńczone powodzeniem w roku 1742. Wtedy też papież Benedykt XIV polecił, by na medaliku umieszczono wizerunek św. Benedykta. Świętego przedstawiono w kukulli, z krzyżem w ręku, błogosławiącego lub trzymającego wskazujący palec na wargach. Medal często miał kształt elipsy lub siedmiokąta. Na dzwonie z Brzeżnicy koło Sieciechowa, noszącym imię „Benedykt”, odlanym w 1723 r., ludwisarz umieścił płaskorzeźbę medalu. W XVIII wieku nad kaplicami św. Benedykta i św. Scholastyki w kościele opactwa tynieckiego została umieszczona drewniana podobizna medalu. medalik Analogiczny wizerunek znajduje się nad wejściem do kościoła w Legnickim Polu oraz nad głównym wejściem do naszego opactwa benedyktynek w Przemyślu. Przez całe wieki wkładano medaliki do grobów. Wiąże się to z czcią, jaką otaczano św. Benedykta, modląc się do niego jako do patrona dobrej śmierci.

Wiek XIX, wraz z odrodzeniem życia benedyktyńskiego, przyniósł nowe zainteresowanie medalikiem. Odnowiciel benedyktynów we Francji, o. Prosper Gueranger, opat Solesmes, wydał w 1862 r. książeczkę, którą bardzo szybko przetłumaczono na język polski: „Znaczenie, pochodzenie i przywileje medala, czyli krzyża św. Benedykta” (Lwów 1884). W ciągu dziesięciu lat miała na terenie polskojęzycznym piętnaście wydań.

W 1880 r. obchodzono jubileusz 1400 lat od narodzin św. Benedykta. Z tej okazji opat Monte Cassino polecił wybić medalik jubileuszowy. Po raz pierwszy na medalu zamiast monogramu IHS znalazło się słowo Pax. Dopiero na tym medaliku umieszczono prośbę do św. Benedykta o pomoc w chwili śmierci. Ostatnio na niektórych medalikach obok dewizy zakonu benedyktyńskiego – Pax - znów pojawił się monogram IHS. Ten typ medalika, zwany kasyneńskim, jest obecnie najpopularniejszy i jego opis znajduje się poniżej. Istnieją też inne rodzaje medalika, które jednak w Polsce są mniej znane – np. wybite przez mnichów z francuskiego opactwa w En Calcat lub przez czeskich benedyktynów z klasztoru w Nursji. Wspólny dla wszystkich medalików jest Krzyż św. Benedykta.

Medalik łączy w sobie kult krzyża Zbawiciela i św. Benedykta. Może nieco dziwić nazwa: Krzyż świętego Ojca Benedykta. Pytanie o znaczenie tych słów jest pytaniem o chrześcijańskie rozumienie krzyża. Jesteśmy przyzwyczajeni do kojarzenia krzyża z cierpieniem. Tymczasem krzyż Chrystusowy jest przede wszystkim znakiem miłości, która zwycięża grzech i śmierć, czyli właśnie to, co nas na co dzień niszczy i boli. Święty Paweł mówi: „Co do mnie, to nie daj Boże, bym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Ga 6,14).

Krzyż pokazuje prawdziwe oblicze świata po zmartwychwstaniu Chrystusa – to wszystko, co nas rani, może prowadzić do Boga, czyli ku prawdziwemu życiu Benedykta można nazwać człowiekiem krzyża. Jego osobisty stosunek do znaku Męki Zbawiciela jest obrazem jego relacji z Chrystusem. Dlatego właśnie możemy mówić o Krzyżu świętego Ojca Benedykta jako o znaku zjednoczenia świętego z Bogiem.

W ofiarę Chrystusa, której krzyż jest znakiem, jesteśmy włączeni przez chrzest. Do tego sakramentu odnoszą się słowa przylgnięcia do Chrystusa i wyrzeczenia się szatana umieszczone na krzyżu świętego Benedykta. Medalik pokazuje związek między chrztem i krzyżem. „ Czy nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani pot, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6,3-4).

Czasy św. Benedykta były okresem niepokoju. Państwo, które dawało ludziom poczucie bezpieczeństwa, leżało w gruzach. Przyszłość stała pod znakiem zapytania. Benedykt przypomniał swoim mnichom, kto jest Alfa i Omega, do kogo należy czas i wieczność i komu naprawdę zależy na każdym człowieku. Zapewne właśnie dlatego w Regule nazywa Chrystusa Ojcem. Jan Paweł II w swe pierwszej encyklice „Redemptor hominis” zauważył, że „człowiek coraz bardziej bytuje w lęku”, ale to właśnie ten „człowiek jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła”. Właśnie do człowieka doby współczesnej skierowane jest słowo tak św. Benedyktowi drogie – „Pax” (pokój). Święty Paweł mówi, że to Chrystus jest naszym pokojem, bo zjednoczył podzieloną ludzkość i scalił w jedno rozbitego wewnętrznie człowieka (por. Ef 2, 14-16).

„Znak krzyża świętego miał w życiu św. Benedykta cudowną moc, dlatego na medalu po przeciwnej stronie krzyża umieszczony jest św. Benedykt” – wyjaśnia we wspomnianej książeczce o. Prosper Gueranger. Na awersie wokół postaci świętego widnieje prośba o jego wstawiennictwo w chwili śmierci. To pragnienie, by być z Chrystusem (Flp 1,23), jest owocem dojrzale przeżywanej konsekracji chrzcielnej. Jednocześnie lęk przed ostatnią chwilą życia, wspólny wszystkim ludziom, przywołuje na myśl ostatnie chwile życia św. Benedykta, który odszedł do Pana tak jak żył – drogą pokoju.

Medalik ma przypominać noszącemu go, by żył owocami swego chrztu. Myśli na nim wypisane są syntezą Reguły św. Benedykta.

medalik Opis medalika

Z jednej strony (awers) medalik przedstawia Benedykta trzymającego w prawej ręce mały krzyż, a w lewej księgę (świętą Regułę). Przy postaci świętego widnieje napis:
CRUX SANCTI PATRIS BENEDICTI (Krzyż świętego Ojca Benedykta). Na obrzeżu widnieje napis:
EIUS IN OBITU NOSTRO PRAESENTIA MUNIAMUR (Niech Jego obecność broni nas w chwili śmierci).

Poniżej, po prawej ręce świętego, przedstawiony jest pęknięty kielich, z którego wypełza wąż. To nawiązanie do rozpoznania przez św. Benedykta trucizny podanej mu przez mnichów w Vicovaro. Na tej samej wysokości, po lewej ręce świętego, z rozpostartymi skrzydłami stoi kruk. To przypomnienie innego wydarzenia z życia św. Benedykta. Nakazał on krukowi ukrycie zatrutego chleba, którym zawistny kapłan Florencjusz. chciał uśmiercić Patriarchę.

medalik Druga strona medalu ma pośrodku znak krzyża. Nad nim znajduje się dewiza zakonu św. Benedykta: „Pax” – pokój. Na czterech polach wyznaczonych przez ramiona krzyża znajdują się litery C S P B. Ich znaczenie: CRUX SANTI PATRIS BENEDICTI (Krzyż Świętego Ojca Benedykta).
Na belce pionowej krzyża, od góry do dołu C S S M L: CRUX SANTA SIT MIHI LUX ( Krzyż święty niech będzie mi światłem).
Na belce poprzecznej krzyża – N D S M D: NE DRACO SIT MIHI DUX ( Diabeł – dosłownie: smok – niech nie będzie mi przewodnikiem).
Na obrzeżu medalika znajduje się napis, który rozpoczyna się czytać od liter w prawo V R S N S M V – S M Q L I V B: VADE RETRO SATANA, NUMQUAM SUADE MIHI VANA – SUNT MALA QUAE LIBAS, IPSE VENENA BIBAS ( Idź precz szatanie, nie kuś mnie do próżności, złe jest to, co podsuwasz, sam pij swoją truciznę).

Z medalikiem nie są związane w sposób ścisły specjalne modlitwy. Zaleca się odmawiać raz w tygodniu modlitwy do św. Benedykta, Patrona Europy albo modlitwę o dobrą śmierć.

Źródło tekstu:
*Szymon Hiżycki OSB „Medalik Świętego Benedykta”, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2001.

Pokoje dla gości

Pokoje dla gości Św. Benedykt przyjmował każdego gościa przychodzącego do klasztoru jak Chrystusa. On sam nam mówi:„Gościem byłem i przyjęliście mnie” (Mt 25, 35; por. RB 53, 1). Wiara umożliwia nam widzieć Boga w każdym człowieku i „wszystkim okazywać należny szacunek”(por. RB 53, 2).

Gościnność należy do filarów naszej duchowości i dlatego w ramach klauzury zewnętrznej przyjmujemy w duchu naszego Ojca Benedykta każdego gościa jako dar, bo każdy z przychodzących daje nam możliwość na nowo poznać Chrystusa. Każde takie spotkanie jest wzajemnym ubogaceniem.

Nasze Opactwo przyjmuje pojedynczych gości, najlepiej po wcześniejszym uzgodnieniu. Przygotowanych jest siedem pokojów 2 – 5 osobowych. Z noclegiem można także zamówić posiłki.

Dom "Dobrego Pasterza"

dom-rekolekcyjny Dom p.w. Dobrego Pasterza został wzniesiony na ruinach dawnych budynków szkolnych (seminaria nauczycielskiego) w 1985 r. Odbywają się w nim spotkania różnych grup – Oaza Rekolekcyjna Diakoni Wyzwolenia (ORDW – www.kwc.oaza.pl), Ruch Apostolstwa Młodzieży (RAM - www.ram.przemysl.opoka.org.pl), Studium Życia Rodzinnego, grupy młodzieży Ruchu Światło - Życie (wakacyjne grupy - Oazy). W ciągu roku jest także miejscem spotkań dla innych grup osób dorosłych i młodzieży.
W Kaplicy p.w. Dobrego Pasterza odprawiane są Msze Święte dla niewidomych i głuchoniemych.
Dom jest otwarty również dla pielgrzymów z Polski i zagranicy (należy wcześniej zarezerwować miejsce).

Wyposażenie domu:

· 10 pokojów (2,3,5 i więcej osobowe)
· 5 łazienek
· Kaplica wraz z zakrystią
· Jadalnia z kuchnią
· Sala spotkań
· Biblioteka
* tzw. „Przedszkole”: pomieszczenie noclegowe
pomieszczenie wykładowe
2 łazienki
* razem – 65 miejsc noclegowych

Adres: Dom p.w. Dobrego Pasterza
Plac Konstytucji 3go Maja 8
37-700 Przemyśl

Tel. komórka: 513 074 578

Poznacie Prawdę, Prawda was wyzwoli
(J.8,23)

R E K O L E K C J E
Krucjaty Wyzwolenia Człowieka

Zapraszamy osoby dotknięte problemem uzależnienia, ich rodziny i bliskich, oraz wszystkich, którzy chcą żyć w prawdzie i swoją wolnością służyć innym.

ROK 2012

Styczeń 20-22 Maria
Luty 10-12
Marzec 16-18
Kwiecień 20-22
Maj 11-13
Czerwiec 08-10
Wrzesień 21-23
Październik 19-21
Listopad 09-11
Grudzień 07-09

 

04.czerwca Krajowa Pielgrzymka KWC do Kalwarii Pacławskiej

DOM REKOLEKCYJNY
SIÓSTR BENEDYKTYNEK
Parafia Św. Trójcy w Przemyślu
Plac Konstytucji 3-go Maja 8
37-700 PRZEMYŚL

Tel. 0 513 074 578
Tel. (016) 677 06 90
Ks. Stanisław Zarych
Tel. (016) 679 08 30

Rozpoczęcie Rekolekcji w dniu przyjazdu o godz. 18.00
Zgłoszenia należy przesłać na 7 dni przed rozpoczęciem
Na Rekolekcje przywozimy śpiwór ew. własną pościel
Poznacie Prawdę, Prawda was wyzwoli

Skrzynka intencji

„…ut in omnibus glorificetur Deus – aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”
(RB 57, 9; 1 P 4, 11)

Your e-mail = Twój e-mail, Message = Intencja, Send = Wyślij

Fotogalerie

 

Ogłoszenia - Remonty

dla dokumentów kliknij tutaj

Kontakt

Nasz adres:
Opactwo Benedyktynek
Pl. Konstytucji 3 Maja 8
PL 37-700 Przemyśl

Tel.: 016/ 670 38 95
E-mail: osbprzemysl@benedyktynki.com
Internet: www.benedyktynki.com

Konto:
Opactwo Sióstr Benedyktynek w Przemyślu
PKO BP SA Oddział 1 w Przemyślu
ul. Mickiewicza 2
37-700 Przemyśl
51 1020 4274 0000 1402 0018 7799

Dla ofiarodawców z zagranicy (tylko Euro): 

Bank PEKAO SA. II O. w PRZEMYŚLU

SWIFT: PKOPPLPW

NR RACHUNKU: PL 48 1240 1776 1978 0010 4118 0140

© WebDesign: MartinAndrle.cz